Możesz marzyć, możesz
chcieć.
Przeprowadzka >> środa, 4 lutego 2009 14:39:14
Jak wyżej..
Przenosze się na INNY adres.
Coby sobie zacząć i Tu i w ogóle zupełnie od nowa :]
dimonka
komentarze [0]
... >> wtorek, 29 kwietnia 2008 19:15:32
I stało sie koniec szkoły..
czuje się lekka jak piórko.
Zero żalu za moimi pseudo znajomymi,
zero stresu, nuda mnie tylko ogarnia.
Ostatnie tygodnie latałam jak oparzona,
teraz brak zajęcia przytłacza mnie równie mocno
jak nadmiar obowiązków.
Wakacje przypieczętowałam już w piatek
weekendem w Olsztynie.
W końcu z moim R. od niepamietam kiedy.
Ciężko nam się spotkać
dlatego ciesze się na samą myśl,
że być może od wrzesnia zamieszkamy razem.
Może troche żałuje, że majac do wyboru R.
i ślub koleżanki wybrałam R.
nie poczułabym sie fajnie na jej miejscu..
Kasia była mi całkiem bliska osoba,
jechałyśmy na jednym wózku gdy
zagrożono mi wydaleniem ze szkoły,
z tym że jej chyba zabrakło troche
wiary w własne możliwości.
W rezultacie z naszej 3 tylko ja skonczyłam szkołe.
Mimo to zazdroszcze jej bo dała rade i genialnie
ułożyła sobie życie
bez nachalnego parcia na edukacje,
w przeciwienstwie do mnie
faceta który ją kocha ma pod reka
nosi w sobie nowe życie i tryska optymizmem,
ja sie chyba troszkę stłamsilam w sobie.
Tylko ja jedna wiem ile pracy kosztowały mnie
te moje marne wyżyny na które sie wdrapalam.
W nowej klasie zetknełam sie z częsciową izolacją
bo jak to tak być mogło że ta która to była
między nami tylko gościem
nagle wysuwa się na pierwszy plan.
Izolacją moich landrynowatych kolezanek
i wiem że to nie fajnie oceniać ludzi po wyglądzie
ale ktoś kto twierdzi, że Ojciec Pio
miał na rekach "stygnety"
i prosi by mu "roztworzyć tą szatnie" .. żal.
A ja naprawde jestem tolerancyjna.
Sama też troche odsunełam od siebie znajomych,
tych którzy jeszcze sami nie ułożyli sobie życia
zapominając o innych
lub nie powyjeżdżali do szkół w innych miastach.
Odsunełam nawałem obowiązków
bo w wolnych chwilach marzylam jedynie o tym
by paść na twarz i zasnąć,
ewentualnie brałam olowek
i przelewałam na papier
swoje emocjonalne wymiociny.
Tworzenie w poczuciu niespelnienia i samotności
smiało stwierdzam, że wychodzi najlepiej.
Czy znacie jakieś słynne dzieło które stworzone
zostało pod natchnieniem szczęścia i radości?? nie..
artysci chyba od dawien dawna
mają w sobie nieograniczone zasoby
smutku i stagnacji.
Choć ja tak naprawę nie uważam się za artystke.
R. mnie tak ochrzcil..
twierdzi, że to nie tylko przez to co tworze
lecz przez sam moj sposób bycia.
Sadzi, że jestem zbyt otwarta, że.. że jestem inna.
Ile w tym prawy nie wiem i nigdy się nie dowiem,
nikt nie ma w sobie tyle madrości
by ocenić sam siebie.
komentarze [4]
... >> piątek, 22 lutego 2008 18:02:50
Zaniedbałam chyba troche tego bloga..
Tyle miałam do napisania
a tym czasem nic sie nie klei.
Co wcale nie znaczy że moj wywód
bedzie jakims tam dołem,
to będzie taka sobie nizinka,
na którą wspięłam się już jakiś czas temu,
przysiadłam i nie chce mi się z niej schodzić
w jakąś depresję.
W ogóle czy można wspiąć się na niziny?
Nawet tu ładnie choć zimno w ręce
a raczej w psie łapki.
Bo tak z tej perspektywy zauważam,
że jakoś więcej we mnie psa niż człowieka..
Siedzę sobie w moim pokoju
i nie jest to to,
o czym właśnie pewnie Ci się pomyślało.
Nie ma trzaskania drzwiami ,
szybkiego poruszania się, agresji.
Rzadko ostatnio wychodzę do ludzi
bo jakoś tak boję się ludzi,
a raczej różnic ,które mogłabym dostrzec.
Moj pokój jest bezpiecznym miejscem,
rzadko też wchodzą tam ludzie,
to dlatego mój umysł osiąga tam święty spokój
co czasami bywa nawet ekscytujące.
Znów maluje.. ciagle obsesyjnie,
zarywam noce i nie potrafie sie od tego odciągnąc.
R. jest ze mnie dumny
bo znow jestem "nieprzeciętna"..
a ja czuje ze gubie sie coraz bardziej,
odciełam sie od wszystkiego i wszystkich.
Usłyszę za moment że talenty należy rozwijać.
Ale za jaką cene.
I siedzi we mnie wciąż ten lęk,
że jesli to przerwe, znów odłoże pędzle
na kolejny rok, dołując sie jeszcze bardziej
tyle ze swoja artystyczna bezpłodnościa.
Z drugiej strony czego więcej potrzeba psu..
nie boję się ,nie martwie że dostanę kopa
od człowieka udającego ,że nim jest,
bo już kopali wystarczająco ,
a ja warczałam i gryzłam..
I wiecie ,im więcej czasu upływa ,
im więcej zostaję sama z moją podłogą i oknem,
tym bardziej staję się właścicielką spokoju ,
który powraca do mnie jakby z dalekiej podróży ,
z urojonej jakiejś wędrówki.
Własciwie to nawet mi z tym dobrze,
przynajmniej tak mi się wydaje
bo pozostaje ten proces dopiero
w fazie eksperymentu.
Eksperymentuję.
Ostatnio bawiłam się w człowieka na imprezie
u niejakiego Pana K.
Zebrało się mnóstwo ludzi,
choć chwilami wydawało mi się ,
że więcej tam zwierząt ,
ale tak to już bywa w miejscach
gdzie spotyka się nadmiar człowieka z człowiekiem.
Wkręciłam się szybko w tę grę..
Grę pozorów,
grę w złamane kości z ludzkich czaszek,
z których w Chinach wyprodukują ładne
i tandetne popielniczki.
I każdy mi uwierzył..
Do tego boje sie ze prócz weny,
rodzi sie we mnie cos jeszcze..
Owoc posylwestrowej nocy.
I nie żebym czula ze to złe, cieszyłabym sie.
Ale w obecnej sutuacji.. chociaż
chociaż chyba jednak nie nie ma co gdybać..
komentarze [9]
Ukochani




























Szablon wykonała Sen Wariata. Zdjęcie znalazła tutaj.
Chcesz taki szablon?
!--lay>